Spójna Firma

Strona główna/Blog

Klient zapytał AI o Wasz produkt i zrezygnował. Co tam przeczytał

SEO i AI Search 6 minut czytania Przemysław Małkowski

W skrócie

57,5 procent użytkowników AI zrezygnowało z zakupu po tym, co powiedział im chatbot, wynika z badania Semrush z lipca 2026 roku na 2338 osobach. Przeczytał tam to, co model znalazł otwarte w sieci, a jeśli parametry Waszego produktu leżą w PDF-ie za formularzem, sięgnął po kartę konkurenta albo po opis z katalogu dystrybutora. Naprawa nie wymaga przebudowy strony, wystarczy przenieść dane techniczne na podstronę, którą da się przeczytać bez pobierania pliku.

Klient zapytał AI o Wasz produkt i zrezygnował. Co tam przeczytał

Ilu klientów pyta o Was maszynę, zanim zadzwoni?

Semrush zapytał w lipcu 2026 roku 2338 dorosłych w Stanach Zjednoczonych o zakupy z udziałem AI. Margines błędu badania to 2 punkty procentowe. 57,5 procent użytkowników AI odpowiedziało, że zrezygnowało z zakupu na podstawie tego, co usłyszało od chatbota, a wśród osób, które same wskazały chatboty jako jedno ze źródeł przy zakupach, było to już 80,93 procent (źródło: Semrush). Do tego 65,01 procent użytkowników AI przynajmniej częściowo zastąpiło wyszukiwanie produktów w Google rozmową z modelem, a ponad jedna piąta zastąpiła je całkowicie.

Semrush pytał konsumentów w Stanach, więc nie przenoście tego wprost na zakup przenośnika taśmowego czy rozdzielnicy w Polsce. Po stronie zakupów firmowych widać jednak podobny sygnał. W badaniu Forrestera z 2026 roku dwa razy więcej kupujących wskazało generatywną AI albo wyszukiwanie konwersacyjne jako najbardziej znaczące źródło informacji niż jakąkolwiek inną odpowiedź, przed stronami dostawców i handlowcami. Ten sam materiał przywołuje dane Gartnera, według których około dwie trzecie kupujących w B2B woli kupować bez kontaktu z handlowcem (źródło: GlobeNewswire).

Z tego wynika rzecz, która powinna Was zainteresować bardziej niż same procenty: pierwsza rozmowa o Waszym produkcie odbywa się bez Waszego handlowca i bez Waszej oferty, a Wy dowiadujecie się o niej tylko wtedy, gdy klient jednak zadzwoni.

Skąd chatbot bierze to, co mówi o Waszym produkcie?

Model nie ma w głowie Waszego cennika ani tabeli wydajności, więc gdy klient pyta o konkretne urządzenie, sięga do tego, co da się przeczytać w sieci. Google wymienia PDF wśród formatów, które indeksuje, i od razu zaznacza, że to plik binarny, z którego tekst trzeba wydobyć osobnym parserem (źródło: Google). W opisie działania wyszukiwarki ta sama dokumentacja mówi wprost, że część stron pozostaje niedostępna bez zalogowania się w serwisie (źródło: Google).

Muszą więc zajść dwie rzeczy naraz, żeby Wasza karta katalogowa miała szansę pojawić się w odpowiedzi. Plik musi zawierać prawdziwy tekst, a nie obrazek, na którym tekst tylko wygląda jak tekst, i musi leżeć pod adresem, do którego da się dojść bez wpisywania maila. Z tego wynika najprostszy test, jaki możecie zrobić w dwie minuty: otwórzcie własną kartę w czytniku PDF i poszukajcie przez Ctrl+F parametru, który klient wpisałby w pytaniu, bo jeśli Wy go nie znajdziecie, maszyna też nie.

PDF za formularzem nie istnieje dla modelu

Typowa strona firmy technicznej wygląda tak, że produkty mają krótki opis na trzy zdania, a wszystko, co konkretne, siedzi w pliku do pobrania po zostawieniu adresu. Ten formularz miał łapać kontakty i przez lata to robił, bo klient, który chciał danych, musiał się przedstawić. Teraz nie musi się nigdzie przedstawiać, bo pyta model, a model odpowie mu na podstawie karty konkurenta, która wisi otwarta, albo na podstawie opisu z portalu branżowego sprzed czterech lat, gdzie Wasze urządzenie ma starą moc i starą cenę.

Plik do wysłania mailem i plik do pokazania na spotkaniu to nie ten sam plik, powtarzam to klientom od dawna, a teraz doszedł trzeci odbiorca, który nie ogląda układu strony i czyta wyłącznie tekst. Ten trzeci jest o tyle ważny, że rozmawia z Waszym klientem wcześniej niż ktokolwiek z firmy.

Jeśli danych z karty katalogowej nie da się przeczytać bez pobrania pliku, w odpowiedzi chatbota tych danych nie ma.

PDF-y zostają na miejscu, bo nadal są potrzebne do wysyłki i do druku, tylko te same liczby muszą stać dodatkowo jako tekst na otwartej podstronie.

Co zrobić z kartami katalogowymi w najbliższym tygodniu

  • Wypiszcie pięć produktów, o które klienci pytają najczęściej, i sprawdźcie, czy ich parametry są gdziekolwiek na stronie jako tekst, poza plikiem do pobrania.
  • Dla każdego z nich zróbcie zwykłą podstronę z pełną tabelą parametrów, listą zastosowań i typowymi ograniczeniami, napisaną tak, jak odpowiadacie na to przez telefon.
  • Zostawcie PDF do pobrania na tej samej podstronie, bo klient, który chce mieć plik na budowę albo do przetargu, ma go dostać bez przeszkód.
  • Sprawdźcie Ctrl+F w kilku starych plikach, bo karty eksportowane ze skanu albo z programu, który nie osadził czcionek, są dla maszyny pustą kartką.
  • Dopiszcie na każdej podstronie nazwisko i telefon do osoby, która o tym urządzeniu wie wszystko, bo to jedyna informacja, której konkurent nie skopiuje.

Jeśli kart jest czterdzieści i każda wygląda inaczej, to jest robota na kilka dni i wtedy porządkuję je razem z katalogiem, ale przy pięciu produktach poradzicie sobie w firmie sami, w jedno popołudnie.

Czy to znaczy, że macie przestać zbierać kontakty przez formularz?

Formularz nadal ma sens, tylko przestał być bramką do wiedzy podstawowej i stał się bramką do czegoś, czego naprawdę nie da się dostać gdzie indziej. Dobrze za nim postawić kalkulator doboru, rysunki DWG, cennik dla projektantów albo dokumentację montażową, bo po to ktoś zostawia dane kontaktowe świadomie. Parametry, wymiary, zakresy pracy i lista zastosowań to informacje, które klient i tak zdobędzie w pół minuty, więc trzymanie ich pod zamknięciem kosztuje Was widoczność i nie daje w zamian żadnego kontaktu.

Zacznijcie od jednego produktu, tego, który zarabia najwięcej, i dajcie mu otwartą podstronę z liczbami. Za dwa tygodnie zapytajcie o niego ChatGPT i Google tak, jak zapytałby klient, i zobaczcie, czy w odpowiedzi pada Wasza nazwa.

Najczęstsze pytania

Czy chatbot w ogóle czyta naszą stronę, jeśli nie mamy bloga?

Czyta wszystko, co jest publicznie dostępne pod adresem bez logowania i zawiera tekst, więc blog nie jest do tego potrzebny. Strona produktowa z tabelą parametrów działa tu lepiej niż artykuł, bo odpowiada dokładnie na pytanie, które klient zadaje.

Karta katalogowa jest w PDF od pięciu lat i klienci ją pobierają. Po co ją przepisywać na stronę?

Bo pobierają ją ci, którzy już Was znaleźli, a chodzi o tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że istniejecie. PDF zostaje na miejscu i dalej robi swoje, dochodzi tylko wersja tekstowa tych samych danych, którą maszyna potrafi przeczytać.

Czy sekcja z pytaniami i odpowiedziami na stronie coś daje?

Daje, jeśli pytania są prawdziwe, czyli takie, które słyszy Wasz handlowiec przez telefon, a odpowiedzi mają konkretne liczby. Pytania wymyślone pod wyszukiwarkę poznaje się od razu i nie odpowiadają na nic, o co ktokolwiek pytał.

Źródła

Autor

Przemysław Małkowski

Zanim zacząłem projektować, osiem lat sprzedawałem. Dziś przygotowuję oferty, katalogi, prezentacje i dokumenty firmowe dla firm technicznych, produkcyjnych, transportowych i budowlanych, które nie mają działu marketingowego. Tak wygląda praca ze mną.

Umów darmową konsultację

Pokażcie mi ofertę, którą obecnie wysyłacie lub firmową prezentację. Przeanalizuję ją za darmo.

Umów się na bezpłatną konsultację